Nakarm glodne dziecko - wejdz na strone www.Pajacyk.pl
Blog o wyprowadzce z dużego do małego miasta, o dużych i małych kłopotach, o wielkich i niewielkich radościach, marzeniach i zwątpieniach - czyli o tym, czym żyję. Mam nadzieję, że do śmiechu a nie do płaczu... Zapraszam!

Rzeczozmienność - codzienność

piątek, 05 czerwca 2009

Jak zobaczyłam datę ostatniego wpisu, to za głowę się złapałam :) Ale czas mi mija tak szybko, że nawet nie zdawałam sobie sprawy z tego, że tyle czasu nie pisałam... Norb pytał nawet, czy porzuciłam bloga. No zdecydowanie rzeczozmienność powinna się poczuć porzucona, ale to wszystko właśnie przez nią - przez zmienność rzeczy :)

Nie będę pisać, co się działo w tym czasie, bo nie pamiętam :) A na łono bloga zawróciła mnie niechcący Lalibela, którą niespodziewanie spotkałam na babskim forum :) Ciążowym, zresztą :) Bo okazuje się, że jesteśmy w tym samym momencie ciąży.

Tak jest, Tosia będzie mieć rodzeństwo, choć mimo zaawansowania ciąży nie wiemy nadal, czy brata czy siostrę. Trudno uwierzyć, że w XXI wieku ktoś może nie znać płci przyszłego potomka, ale małe obróciło się dupką do świata, pokazując swój stosunek do naszej ciekawości :) Prawdopodobnie będzie niespodzianka :)

Zapuściliśmy na dobre korzenie na naszych slumsach, Zaur właśnie powoli wykańcza zadaszenie na działce przed domem, Koza kocha swój pokój, więc jest dobrze. Choć oczywiście jeszcze nie zakończyliśmy długiego procesu urządzania się :) Nadal brakuje części mebli i kilka pomysłów czeka na realizację, ale z tym spokojnie :) Mamy mniej więcej 3 miesiące zanim nasz świat znowu wywróci do góry nogami mały człowiek :)

Pozdrawiam wszystkich serdecznie, choć wątpię, czy ktoś tu jeszcze zagląda :) Ściskam mocno i czekam na wieści :) PAPA!

wtorek, 21 października 2008

Plan był prosty. W piątek zawożę Kozę do mamy, w tym czasie Zaur wynosi rzeczy z kozinkowego pokoju, w sobotę od rana zrywamy ze ściany płyty kartonowo-gipsowe, kładziemy wełnę mineralną, bzink bzink przyczepiamy nowe płyty do stelażu, gipsujemy, w niedzielę zacieramy, malujemy - i już... W poniedziałek (dzień urlopu) zostanie tylko posprzątać na błysk - i po remoncie...

Jak zwykle rzeczywistość okazała się przebieglejsza od nas... Gdy zerwaliśmy ścianę, naszym oczom ukazał się sakramencki grzyb. Cały róg ściany pokrywał szary liszaj. Trzeba było rozebrać kawałek ściany okiennej, zdrapać grzyba, spryskać go antyfungicydem, poczekać aż wyschnie, spryskać ponownie. Cała zabawa przesunęła się i nagle zrobił się poniedziałek. Pomalowaliśmy ściany folią w płynie, a Zaur zamontował stelaże, który były tak koszmarnie źle przyczepione przez poprzedniego właściciela, pana-tfutfu-złotą rączkę, że musiał je poprawić. Dziś popołudniu zabieramy się za mocowanie wełny mineralnej, może uda się zamontować choć jedną płytę. Obaczymy ;) W każdym razie Koza jest biedna, bo się plącze po domu, przytula dwa pluszaki (reszta zamurowana w szafie) i ogląda w kółko jedną bajkę. Całe szczęście, że jest przedszkole - przynajmniej tam się rozerwie.

Generalnie rzecz biorąc wygląda na to, że remont przeciągnie się znacznie... Pozdrówki!

czwartek, 16 października 2008

Zachęcam do oglądnięcia foto-relacji z unijnego szczytu. Zwracam szczególną uwagę na komentarz do zdjęcia nr 20 - mnie rozwalił :):):) Smacznego :)

http://wiadomosci.wp.pl/gid,10473355,title,Foto-Bond-Story-cz2-Milosc-w-Brukseli,galeria.html

Ostatnio wpadłam w manierę odwlekania porannego wstawania, poprzez przestawianie w nieskończoność, czyli do dead line'u, budzika na komórce. Przez to wstawałam rozmemłana i nie wyrabiałam się z niczym.

Wczoraj postanowiłam sobie, że dziś będzie inaczej. Budzik nastawię na 6.00 i tak wstanę. I udało się :) Zdążyłam ze wszystkim :) Wprawdzie teraz mam oczy na zapałkach - ale już pojutrze się wyśpię, tak do siódmej pewnie ;)

Zaur zadzwonił, że jest ślisko i wdupił w jakąś babeczkę. Samochodem znaczy. Ale babeczka musiała być niezła, bo jakiś taki szczęśliwy dzwonił ;)  Całe szczęście, że nie wymieniliśmy trzaśniętego zderzaka ;) Podobno ford wprawdzie przymrużył lewe oko, no ale większych obrażeń nie było. Tak więc uważajcie na drogach :)

Poszalałyśmy wczoraj z laseczkami na zumbie :) Bardzo mi się podobało. Wyszłyśmy zlane potem :) A dziś idziemy w odwiedziny do Vince'ów. Jutro zawożę Kozę do mamy - i bierzemy się za ocieplenie jej pokoju. Będzie masakra. Ale o tym może jutro ;)

Pozdrawiaju!

ps.: dopisuję po przejrzeniu dzisiejszej prasy. Wszystkie media trąbią dziś o 30 rocznicy pontyfikatu Jana Pawła II. Mnie generalnie potwornie denerwuje upolitycznienie Kościoła, co jest przełożeniem totalnego braku konstytucyjnego rozdziału państwa polskiego od kościoła, ale jednak w tym jazgocie informacji i dezinformacji wciągnęły mnie dwa doskonałe teksty opisujące wybór JPII na Stolicę Piotrową i komentarz do 3 rocznicy śmierci papieża-Polaka. Bardzo was zachęcam do przeczytania obu tekstów. Napisane są świetnie i w duchu obiektywizmu w stosunku do działań kościoła w Polsce. W duchu prawdziwej miłości i mądrości.
Bardzo polecam:
1) Z ziemi polskiej...
Adam Szostkiewicz
2008-10-15, http://wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80708,5814631,Z_ziemi_polskiej___.html 
2) Polityka - nr 14 (2648) z dnia 05-04-2008; s. 28
Kraj /Ogląd i pogląd Pustka po Papie
Adam Szostkiewicz
Nauki papieskie idą w zapomnienie, a pokolenie JP2 jest fikcją. http://www.polityka.pl/archive/do/registry/secure/showArticle?id=3358559

środa, 15 października 2008

Polecam wszystkim miłośnikom pięknych kobiet i w ogóle kobiet ;)

http://kobieta.interia.pl/galerie/moda/na-rzecz-pokoju/zdjecie/duze,884627,1,117

Wrzucam zajawkę:

A jak już sobie popatrzycie na piękne panie, to w ramach wstrząsu popatrzcie sobie na... ;)

Bleeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeee

PApa ;)

W weekend swoją osobą zaszczyciła nas Foka. Po sobotniej imprezce u Łaciorów (Iziu - gratulujemy :D ), nastąpiła piękna niedziela, którą wykorzystaliśmy na rodzinny spacer :)


Tosia z chrzestną Foką :)


Rodzinka na wypasie ;)


Antopla :)

Foka w sobotę leci w Himalaje, więc trzymajcie wszyscy kciuki za dobrą pogodę i same pozytywne doznania :)

PA :)

czwartek, 09 października 2008

Dziś jest strasznie. Zegar stanął w miejscu. W pracy nerwówka. A konkretne zadania, które mam do zrobienia śmiertelnie mnie zniechęcają...

A najgorsze jest to, że to jeden z tych dni, gdy przydałoby się wykazać, uratować sytuację, zdobyć superkontrakt lub choćby kontrakt... Ech... Siekam herbatku - i do roboty...

ps.: dziękuję Zaurze za skręcenie witryny :) Dziś tylko regulacja drzwi - i nakarmię ją szklankami i talerzami :) JUHU :)

środa, 08 października 2008

Coś mi weny brakuje ostatnio :) Niby codziennie coś się dzieje - a gdy chcę coś napisać - to w głowie panuje pustka :)

Wczoraj pojechaliśmy popołudniu po witrynkę do kuchni - wyczekaną, wyszperaną - i już nie mieliśmy siły jej skręcić, bo nocka się zrobiła. Dziś Zaur mam nadzieję znajdzie siłę, żeby postawić mi w kuchni to cudo :) I w końcu będę mieć duuużo miejsca na talerze i michy :) No i garnki zyskają swoją własną życiową przestrzeń ;) Albo się okaże, że witrynka nie pasuje :) I będzie niefajnie :) No cóż - zobaczymy.

Pogoda mnie dobija - naprzemienne deszcze i słońce powodują ciągłe bóle głowy i ospałość. Rano komórka urasta do rangi najgorszego wroga, a śpiący mózg usiłuje oszukać sam siebie, wysyłając sygnał, że przecież przestawiłam budzik o kilka minut - choć wcale tego nie zrobiłam... Wszystko, żeby zaspać :)

Za to mam pierwszy sukces w hodowli storczyków - mój pierwszy okaz wypuścił kwiatową łodygę - tylko patrzeć jak zacznie znowu kwitnąć :)

A co tam u Was???

wtorek, 23 września 2008

Pamiętacie czeską bajkę "Sąsiedzi"? No! To teraz wyobraźcie sobie sytuację. Piątkowy wieczór, zimno, ciemno, generalnie pada deszcz, ale sytuacja dzieje się w podziemnym parkingu katowickiej IKEI... Jedzie, jedzie wózek, a na wózku dwie paczki - mała i duuuża. Wózek zatrzymuje się obok forda escorta model 96', bagażnik zostaje otwarty za pomocą śrubokręta (rączka do otwierania została urwana przeszło rok temu, a otwieranie bagażnika za pomocą kluczyka nie działa od zawsze)... Z bagażnika zostają wytargane zbędne rzeczy. Sąsiedzi chwytają wielką paczkę i usiłują ją wepchnąć do bagażnika. Poziomo, pionowo i na ukos... Jeden Sąsiad wlazł nawet do samochodu i ciągnął od wewnątrz. Po 15 minutach sapania i mocowania się z paczką, Sąsiedzi poddali się i zaczęli dzwonić po znajomych z dużymi samochodami... Po jakiejś godzinie nadjechało duże auto, paczki pojechały do Mysłowic, a Sąsiedzi wrócili do Libanu, skąd nazajutrz wyruszyli po biurko większym samochodem kuzynostwa...

Oczywiście Sąsiedzi to my - Syskozaury, napalone na ogromne biurko z IKEI, które ma to do siebie, że się za Chiny Ludowe nie chce zmniejszyć na potrzeby escorta ;) Scenka była komiczna, ale w sumie spędziliśmy miłą rodzinną godzinkę na podziemnym parkingu. Morał - nieważne gdzie, ważne z kim :D

Najpozdrówki!

ps.: dzięki Dawid za kurs do Mysłowic :)

poniedziałek, 08 września 2008

Pisownia oryginalna - nie chce mi się poprawiać, więc trzeba przymrużyć oczy ;) Miłego czytania :)

ps - mąż mi to przysłał - nie wiem jak mam to rozumieć ;)

Wczoraj wybralam sie na impreze z moimi kolezankami. Powiedzialam mojemu mezowi, ze wroce o polnocy. "Obiecuje ci kochanie, nie wroce ani minuty pozniej" - powiedzialam i wybylam.
Ale. impreza byla cudowna! Drinki, balety, znow drinki, znow balety, i jeszcze wiecej drinkow, by3o tak fajnie, ze zapomnialam o godzinie... Kiedy wrocilam do domu byla 3 nad ranem. Wchodze do domu, po cichutku otwierajac drzwi, a tu slysze te wsciekla kukulke w zegarze jak zakukala 3 razy. Kiedy sie zorientowalam, ze moj maz sie obudzi przy tym kukaniu, dokonczylam sama kukac jeszcze 9 razy...
Bylam z siebie bardzo dumna i zadowolona, ze chociaz pijana w cztery d**y, nagle taki dobry pomysl przyszedl mi do glowy - po prostu uniknelam awantury z mezem...
Szybciutko polozylam sie do lozka, myslac jaka to ja jestem inteligenta! Ha. Rano podczas sniadania, maz zapytal o ktorej wrocilam z imprezy, wiec mu powiedzialam, ze o samiutkiej polnocy, tak jak mu obiecalam. On od razu nic nie powiedzial, nawet nie wygladal na podejrzliwego. "Oh, jak dobrze, jestem uratowana..." - pomyslalam i prawie otarlam pot z czola. Moj maz, po chwili, spojrzal na mnie serio, mowiac: "Wiesz, musimy zmienic ten nasz zegar z kukulka".
Zbladlam ze strachu, ale pytam pokornym glosem: "Taaaak...A dlaczego,kochanie?". A on na to: "Widzisz, dzis w nocy, kukulka zakukala 3 razy, potem - nie wiem jak to zrobila - krzyknela "O kur##!" znow zakukala 4 razy, zwymiotowala w korytarzu, zakukala jeszcze 3 razy i padla na podloge ze smiechu. Kuknela jeszcze raz, nadepnela na kota i rozwalila stolik w salonie. A potem, powalila sie ko3o mnie i kukajac ostatni raz - pusci3a se g3osnego baka i szybko zaczela chrapac........"

piątek, 05 września 2008

Od poniedziałku zaczynam zajęcia w klubie - moje babeczki kochane nie zawiodły - i obiecały przyjść. Zyskujemy o niebo lepsze warunki higieniczne - i przyrządy, dzięki czemu na pewno będzie fajniej :) Nie mogę się doczekać :)

Wczoraj, żeby odkurzyć mięśnie pojechałam do Sosnowca na Zumbę - bardzo fajna instruktorka, wulkan energii, a przy okazji piękna dziewczyna i zgrabna jak fiks - ideał jednym słowem, zrobiła świetne zajęcia. Zumba to połączenie salsy, latino i tańca brzucha - bardzo energetyzujące, wesołe, a jednocześnie nieźle daje popalić, kaloriom oczywiście :) Zrobię kiedyś dziewczynom zumbowe zajęcia :)

Jutro wybieramy się do Inwałdu do parku miniatur, a popołudniu na prażone. Chyba że szefo nie puści wypłaty przed weekendem - wtedy plany się nieco zmienią ;) Niedziela jest jeszcze niesprecyzowana - może w końcu odwiedzimy mamunię :)

Acha - jeszcze przedszkolak :) Przedszkolak jest super - nie płacze!!! Raz odstawiła koncert - gdy nie było jej pani, i została poproszona o pójście na przeczekanie do maluchów. Koza stwierdziła, że do żadnych maluchów nie idzie, bo jest średniakiem, i koniec... I nie poszła. Siedziała sama w swojej sali - zadowolona i szczęśliwa :)

Spadaaaam :)

wtorek, 26 sierpnia 2008

Wyszperane w sieci:

JEJ pamiętnik: 

"Sobota wieczorem, wydał mi się trochę dziwny. Umówiliśmy się na drinka w barze. Ponieważ całe popołudnie z koleżankami byłam na zakupach, myślałam, że może to moja wina...dotarłam trochę z opóźnieniem ; ale on nic nie powiedział. Żadnego komentarza. Rozmowa była jakaś spięta, więc ja proponowałam pójść w inne miejsce, bardziej spokojne, intymne. W drodze do ładnej restauracji on dalej był dziwny. Był jakby nieobecny. Próbowałam go rozbawić, i zaczęłam się zastanawiać czy to moja wina czy nie! Pytałam czy coś nie tak zrobiłam, on powiedział że nie mam z tym nic wspólnego, ale jego odpowiedź nie była przekonująca. Później w drodze do domu objęłam go i powiedziałam że go bardzo kocham ale on dał mi tylko zimny pocałunek bez żadnego słowa. Nie wiem jak tłumaczyć jego zachowanie, nic nie powiedział... nie powiedział że mnie kocha... bardzo się tym martwię! W końcu byliśmy w domu; w tamtej chwili byłam pewna że on chciał mnie zostawić; próbowałam z nim rozmawiać, ale on włączył telewizor i oglądał coś zanurzony w myślach, chcąc jakby powiedzieć że wszystko się skończyło. W końcu poddałam się i poszłam spać. Ale dziesięć minut później, niespodziewanie on też przyszedł do łóżka, i o dziwo oddał moje pieszczoty, i kochaliśmy się, mimo że cały czas był jakiś zimny, jakby daleko ode mnie. Próbowałam rozmawiać znowu o naszej sytuacji, o jego zachowaniu, ale on już spał. Zaczęłam płakać, i płakałam całą noc aż zasnęłam. Jestem pewna że on myśli o innej, moje życie jest takie trudne."

JEGO pamiętnik:

 "Legia przegrała... ale przynajmniej był seks!"

Miełgo tygodnia :)

piątek, 22 sierpnia 2008

Już mi powietrze jesienią pachnie. 

Zakwitły powtórnie magnolie. I bociany wczoraj odleciały do Afryki.

 

Tocha od prawie dwóch tygodni raczy się już nie sokami tylko wodą truskawkową (ma 16 kcal na 100 ml). Przestawiamy ją powolutku na zwykłą wodę. Spacerujemy. Olek z nią chodzi na rower. Generalnie próbujemy ją nadal odchudzić. W poniedziałek jadę do alergologa do Tychów po lekarstwa. Nadal (odpukać i napluć) od marca nie chorowała - pół roku bez antybiotyku - pierwszy raz w życiu. Czyli diagnoza słuszna, potwierdzona obserwacją. Leki dla astmatyków pomagają jej normalnie funkcjonować. Choć zaraz rusza przedszkole, a z nim nowe tabuny bakterii - zobaczymy co wtedy. Urosła - rośnie cały czas. Jak na drożdżach. I tylko się tłukę po głowie, że poświęcam jej zbyt mało czasu. Choć staram się teraz choć przez chwilę dziennie tak po prostu z nią porozmawiać. Wpadłam w kierat swojego lenistwa. Wszystko zajmuje mi pięć razy więcej czasu niż powinno. Może jak wystartuję z fitnessem znowu się poukładam. Rozleniwiłam się jak krowa - i tyle.

 

Kupiliśmy w końcu narożnik. Jest świetny. Wygodny. No i tak śmiesznie się z niego wstaje - nie trzeba ciągnąć całego cielska do góry z podłogi - wystarczy spuścić nogi na podłogę - i samo ciałko wstaje :)

 

Znowu mam bajzel w garderobie - muszę wywalić z niej szafkę przeniesioną z przedpokoju - od razu będzie lepiej. I zrobić kolejną segregację ciuchów do wywałki lub rozdania. I mamy koszmarny bajzel w przedpokoju. Bo to rupieciarnia. Ale przedpokój będzie ostatni w hierarchi rzeczy do zrobienia. Nadal nie mamy regałów na książki, biurka dla Tochy i kredensu w kuchni - marzy mi się taki stary, drewniany, klasyczny kredens - tylko skąd go wytrzasnąć? Bym sobie odnowiła i cieszyła nim oczy...

 

Wpadłam w manię storczyków. Mam 4 falenopsisy, w tym dwa w stanie po kwitnięciu, jeden w stanie niezdecydowanym - czy zrzucić wszystkie kwiaty czy może jeszcze poczekać. I jeden - ostatni - w pełnej krasie. Wyczaiłam na strychu takie małe akwarium - chcę je gwizdnąć, pomalować i tam wstawić choć z dwa - one lubią takie szklarniane warunki :)

Na okrasę kilka fotek :)


Boćki - droga nad Hańczę


Olek z Kozami (Tola i Lidia-kuzynka z Wrocławia)


Mamunia Ulka


Tola i Lidia


PRAWIE Słoneczny Patrol


Aga


I jej syn - Błażej


Izabela


I jej syn - Wiktor


A tu miks - Wiki i Aga :)


I ostatni portret - Magda siostra Vince'a

I żeby było na koniec w modnych kolorach:

Mieczyk :) Gladiola znaczy :) PA :)

piątek, 27 czerwca 2008

- bo dzieje się mnóstwo! Włóczymy się gdzie się da, w sobotę byliśmy w Kraku, w niedzielę nad źródełkiem - z Dawidami i Łaciorami. Wujek Łacior rozciął rękę o szkło, a Koza o coś nóżkę - całe szczęście nie mocno. Koza generalnie ma poobijane kolana - jak chłopaczysko. We wtorek Zaur poszedł z nią na basen - rozcięła tą samą nóżkę - i wyła podobno w niebogłosy:
- Wszyyyyscyyy chodząąąą a tyyylko jaaaaaa się przecięęęęęłaaaam... ;)

Wczoraj obudził mnie telefon służbowy - o 5 rano. A przestał dzwonić o 22.32. Jakiś pechowy dzień! Dziś rano dzwoni szef logistyki, dzięki któremu miałam taki udany wieczór na słuchawce telefonu i pyta się co się stało. To ja mu na to, żeby on mi powiedział co się stało - czemu mi zdublował transport, dzięki czemu ja pół nocy szukałam gdzie go upchnąć i nic nie znalazłam. Zaczął się śmiać, że właśnie po to dzwoni - czy nie znajdę miejsca odbioru. Znajdę - jutro rano, w sobotę, za 24h, potrzebuję ten transport tam gdzie był w nocy. Chyba się to szanownemu panu nie spodobało, bo podziękował i zakończył rozmowę ;)

A dziś idziemy odwiedzić Julkę! Kózka jest nieco zakatarzona i kaszląca - dlatego oglądnie ją z daleka.

I tylko jedno mnie niepokoi - ktoś mi zarąbał z ogródka hostę - taki kwiatek - był, a została po nim tylko dziura w ziemi. Działka jest "nieco" zaniedbana - wygląda trochę na opuszczoną - chyba musimy się trochę bardziej postarać.

Ściskam i życzę najmiłęgo weekendu!

piątek, 20 czerwca 2008

Dziś na świat przyszła Julka - witamy Cię kruszynko. Bądź dzielna, zdrowa i mądra :) Trzymamy kciuki za Ciebie :) STO LAT STO LAT :):):)

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 24